Zastanawiam się jak to możliwe, że zatrzymywałam swój wzrok na jego osobie tysiąc razy i nie czułam zupełnie nic, a po tysiąc pierwszym razie nie mogłam przestać o nim myśleć.
Tak nam dobrze było razem w mojej głowie.
Nie chcę nadużywać słów, bo mam wrażenie, że każdy kolejny wyraz dodaje wagi tej całej sprawie. Nie mogę znieść myśli o tym, że to miało dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Próbuję wyciągnąć na wierzch wszystkie wspomnienia, które mogłyby obrzydzić mi jego osobę i ku mojemu zdziwieniu nie jest ich wcale tak mało. To zabawne jak potrafimy wyidealizować obiekt naszych westchnień.
Szkoda mi tylko czasu, który zmarnowałam na oglądanie naszych wspólnych zdjęć w rytm tej piosenki. Chyba już nigdy nie będę potrafiła być obojętna wobec tej melodii. Z jednej strony kocham się zatracać każdym wyśpiewanym słowie, z drugiej nienawidzę siebie za swoją naiwność.
Coraz częściej upewniam się w przekonaniu, że zależało mi głównie na poczuciu bycia dla kogoś całym światem, a nie na nim. Dzisiaj nie mam też wątpliwości co do tego, iż żaden osobnik płci męskiej nie sprawi, że stanę się bardziej wartościowym człowiekiem. Sama nadaję sobie wartość. Trzeba umieć żyć swoim życiem, tak aby nawet wtedy, gdy żaden pracodawca mnie nie zechce, a facet mojego życia okaże się być tępym chujem mieć do czego wracać.
Naprawdę nie wiem dlaczego o tym piszę. Ta sytuacja wydaje się być totalnie nierealna. To dobrze. Tak jak gdyby nigdy nic nie było. Swoją drogą czasami mam wrażenie, że tylko zadania z chemii są jedyną prawdziwą rzeczą w moim życiu, jakkolwiek głupio to brzmi.
Mam wrażenie, że ostatnio wszyscy używają w postach słów "zadanie/a z chemii"... Coś jest nie w porządku. Szczerze mówiąc... Bardzo prostolinijnie zaczęłam ten komentarz. Wstyd. Nie wiem co napisać. Chciałabym po prostu oznajmić, że przeczytałam post i chyba muszę częściej tu zaglądać.
OdpowiedzUsuńGdzie się podziewasz? Jak tam "wspaniałe" przeżycia z rekrutacją na studia?
OdpowiedzUsuń